Wstęp

Prezentacja

Treść książki ująłem 
w przedstawionej prezentacj
i

Początek nowego stulecia, a właściwie nowego tysiąclecia powoduje, że na wiele pytań nurtujących ludzkość od zarania jej istnienia szuka się pogłębionych odpowiedzi. Jednym z podstawowych pytań o takim wymiarze jest pytanie o istotę człowieczeństwa. Pytanie to w mniejszym lub większym stopniu jest obecne w tekstach wszystkich filozofów, zaczynając od starożytności poprzez wszystkie etapy rozwoju myśli aż do współczesności. Odpowiedzi na to pytanie, które zawarte są w dziełach myślicieli odzwierciedlają stopień zaawansowania naszej wiedzy biologicznej.

Starożytność i wczesne średniowiecze postrzegało człowieka jako świadomość zamkniętą w materii, czyli w ciele, którego biologii wówczas przecież nie znano. Przełomem w myśleniu o istocie człowieka była pierwsza sekcja zwłok ludzkich, co z pewnością nasiliło pierwiastki materialistyczne w patrzeniu na człowieka, zaś z drugiej strony przyczyniło się do pogłębienia wiedzy medycznej. Okazało się wówczas, że człowiek anatomicznie nie różni się niczym od wielu znanych wówczas zwierząt, w tym szczególnie zwierząt udomowionych. Kolejnym przełomem w myśleniu o człowieku była ogłoszona w połowie dziewiętnastego wieku teoria ewolucji, a przede wszystkim dzieło Karola Darwina „O pochodzeniu człowieka”. Z filozoficznego punktu widzenia nie jest to istotne, czy człowiek pochodzi od małpy, ważne jest to, że teoria ewolucji umieszcza człowieka wśród innych gatunków na szczycie drabiny rozwojowej. Zrównuje więc ona człowieka z całym światem ożywionym. Dopełnieniem tej idei jest rozwinięta w dwudziestym wieku teoria dziedziczenia, ze szczególnym określeniem roli i znaczenia DNA w przenoszeniu informacji genetycznej.

Tezy ewolucji, zresztą szeroko dyskutowane przez wielu autorów są z jednej strony narzędziem metodologicznym, z drugie zaś teorią filozoficzną dla wyjaśnienia w jaki sposób powstało życie i jak następowało różnicowanie się jego form. Dawniejsze teorie (H. J. Muller, A. Dauvillier, E. Desquin, J. B. S. Haldane. G. Wald, Ch. E. de Guye), kontrowersyjne sugestie J. Monoda, czy nawet współczesne poglądy z ostatnich kilku lat ubiegłego stulecia (H. Quastler, R. W. Kaplan, M. Eingen, P. Schuster, H. Kuhn) nie rozwiały odwiecznych pytań o roli przypadku w ewolucji. Odnosi się to również do człowieka. Czy to, że jesteśmy na Ziemi jest „wypadkiem” w replikacji DNA, czy też jest koniecznym skutkiem następujących po sobie zjawisk? Tak postawione pytanie zawiera w sobie dylemat wyboru między determinizmem a indeterminizmem. Jest to wybór filozoficzny. Przyjęcie jednej czy drugiej linii myślenia w odniesieniu do problemu pojawienia się człowieka na Ziemi byłoby daleko idącym uproszczeniem. Z pewnością jesteśmy tylko jednym z wielu set tysięcy gatunków zamieszkujących Ziemię, zresztą przecież biologicznie podobnych do siebie. Tak więc człowiek jako gatunek biologiczny jest drobna cząstką świata organicznego. Z drugiej zaś strony jest obdarzony cechami, które go wyróżniają tak istotnie, że nie da się go porównać z żadnym innym gatunkiem. Ten właśnie specyficzny zbiór cech określany jest nazwą człowieczeństwa.

Istotę człowieczeństwa usiłowano opisywać na różne sposoby. Rozważania filozoficzne o człowieku uwzględniają jego relacje wobec przyrody, społeczeństwa, historii, kultury, świata rzeczy, Boga i w stosunku do samego siebie. W rozwoju nauki stawiano wiele pytań o naturę i istotę człowieczeństwa, o cel istnienia człowieka na Ziemi i o jego przeznaczenia, o rolę jaką pełni w procesie poznawania i przekształcania świata, o jego zdolność tworzenia. Tę swoistość człowieczeństwa usiłowano syntetycznie uchwycić poprzez stosowanie różnych określeń, i tak, posługując się łaciną, człowieka określano jako animal rationale (stworzenie rozumne), animal metaphysicum (stworzenie zdolne do doznań pozazmysłowych), homo religiosus (człowiek religijny), homo faber (człowiek zręczny), homo ludens (człowiek bawiący się), animal symbolicum (stworzenie posługujące się symbolami), zaś z greki zoon politikon (istota społeczna). 

O specjalnej roli człowieka na Ziemi niech świadczy fakt, iż żaden z liczących się filozofów w całych dziejach myśli ludzkiej nie mógł przejść i nie przeszedł obojętnie wobec istoty człowieczeństwa. Starożytni postrzegali człowieka jako jedność materii (działania fizyczne) i formy (działania psychiczne). Materializm osiemnastowieczny usiłował człowieczeństwo ograniczyć jedynie do reakcji cielesnych. Dwudziesty wiek wydobył aspekty poznawcze, społeczne, historyczne i kulturowe w działalności człowieka, co z pewnością ubogaciło obraz człowieka. Ideologie totalitarne usiłowały zniszczyć w człowieku człowieczeństwo, sprowadzając go do drobnego trybu w biegu dziejów historii. W innym świetle widzi człowieka antropologia biblijna, a szczególnie personalizm chrześcijański ujmując człowieka jako twórcę historii. Tak więc pytanie o istotę człowieczeństwa w nowym stuleciu jest ze wszech miar zasadne. Jak ono będzie pojmowane trudno teraz przewidzieć. Można jedynie zastanowić się nad przesłankami, które będą mogły je kształtować, a mianowicie: jedność świata żywego, prymat człowieka w świecie ożywionym, człowiek jako jednostka społeczna, świadomość człowieka o swojej świadomości, uduchowienie człowieka, ułomności człowieka oraz z pewnością szereg innych, na które należałoby zwrócić uwagę również. 

 

Jedność świata żywego

Cechą wspólną dla wszystkich istot żywych notowanych na Ziemi jest podstawowy element składowy ich ciała, a mianowicie komórka. Komórkę stanowi swoista struktura, otoczona błoną zaś wewnątrz wypełniona jest stężonym wodnym roztworem związków chemicznych. Atrybutem życia komórki jest jej wzrost i niezwykła zdolność do tworzenia własnych kopii poprzez podział na dwie jednostki potomne. Oczywiście najprostszą formą życia jest pojedyncza komórka, ta która stanowi samodzielny organizm zdolny do wykonywania wszystkich zadań życiowych. Również zespoły komórek powstałe z podziału pojedynczej komórki wyjściowej tworzą bardziej skomplikowaną strukturę życiową jaką są organizmy wyższe. Poniżej poziomu komórkowego trudno mówić o prawdziwym życiu. Wprawdzie wirusy wykazują atrybuty życia jednak nie potrafią się same rozmnażać. Mogą się kopiować tylko przez pasożytnicze wykorzystanie aparatu reprodukcyjnego zaatakowanej komórki. Stąd też komórka jest podstawową jednostką życia i właśnie biologia komórki pozwala nam na odnajdywanie odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące istoty życia. 

Komórkę po raz pierwszy zobaczono w XVII wieku dzięki wynalezieniu mikroskopu przez Antoniego van Leeuwenhoek. Robert Hooke oglądając kawałek korka zobaczył, że ma on strukturę plastra miodu i składa się z wielu przedziałów, które nazwał komórkami. Widział on, co prawda jedynie ściany komórkowe pozbawione już żywego wnętrza, jednak nazwa ta przyjęła się w literaturze naukowej i oznacza właśnie żywą strukturę objętą tymi ścianami komórkowymi. Od tamtego czasu wnętrze komórki stało się przedmiotem wielu badań. Poznano nie tylko budowę komórki ze wszystkimi organellami, ale również zbadano mechanizm funkcjonowania komórki. Obecnie wiadomo, że w żywych organizmach nie ma niczego, co nie podlegałoby prawom chemii i fizyki.

Chemia istot żywych charakteryzuje się wieloma cechami swoistymi. Pierwszą cechą specyficzną jest to iż opiera się ona prawie wyłącznie na związkach węgla. Ponadto zależy ona od reakcji przebiegających jedynie w roztworach wodnych i w stosunkowo wąskim zakresie temperatur notowanych na naszej planecie. Jest ona niezmiernie złożona i zróżnicowana, czego przejawem jest fakt, że nawet najprostsza komórka jest znacznie bardziej skomplikowanym układem pod względem chemicznym, niż jakikolwiek inny znany system chemiczny. Wnętrze komórki jest wypełnione przez ogromne cząsteczki polimerowe; ich unikatowe właściwości umożliwiają komórkom i tym samym organizmom wzrost, reprodukcję oraz wszystko to co charakterystyczne i typowe jest dla przejawów życia. O jedności świata organicznego świadczą przytoczone wyżej argumenty. O tym mówi również fizyka w swoim szerokim dziale fizyki jądrowej.

Żywe komórki podlegają tym samym prawom fizycznym i chemicznym co materia nieożywiona. Tak samo jak wszystkie formy materii, komórki zbudowane są z atomów, stanowiących najmniejsze jednostki strukturalne pierwiastków. Atomy wiążąc się ze sobą tworzą cząsteczki o różnym stopniu zróżnicowania. Organizmy zawierają charakterystyczny dla siebie i jednocześnie ograniczony zestaw małocząsteczkowych związków węgla w zasadzie takich samych u wszystkich żyjących gatunków. Są nimi cukry, kwasy tłuszczowe, aminokwasy i nukleotydy. Cukry stanowią podstawowe źródło energii chemicznej dla komórek. Kwasy tłuszczowe odgrywają rolę w magazynowaniu tej energii, aczkolwiek ich najważniejsza funkcja polega na wytwarzaniu błon w komórce. Aminokwasy tworzą polimery, które stanowią bardzo zróżnicowane makrocząsteczki znane jako białka. Nukleotydy odgrywają główną rolę jako nośniki energii oraz są jednostkami podstawowymi makrocząsteczek będących nośnikami informacji w komórce, a mianowicie RNA i DNA.

Podstawowym atrybutem jedności świata organicznego, jak wykazano wyżej jest podobieństwo strukturalne każdej żywej komórki. Funkcjonalnie zaś żywą materią od martwej różni stopień uporządkowania. Żywa materia tworzy i zachowuje uporządkowanie, podczas gdy wszystko poza nią dąży do wielkiego nieuporządkowania. Tak więc drugim atrybutem życia jest utrzymanie uporządkowania. Aby to uzyskać potrzebne są odpowiednie zasoby energii dla podtrzymania niekończącego się ciągu reakcji chemicznych służących utrzymaniu uporządkowania. Właśnie dla przeprowadzenia wielu reakcji chemicznych w celu podtrzymania życia, żywy organizm potrzebuje z jednej strony atomów w postaci pokarmu, z drugiej zaś źródła energii. Te dwa elementy pochodzące ze  środowiska nieożywionego, czyli z  nieuporządkowania podlegają w komórce procesom uporządkowania. Ten proces porządkowania zasadza się o specyfikę reakcji zachodzących w komórce. 

Reakcje chemiczne, które zachodzą w komórce mogłyby być normalnie przeprowadzone tylko w temperaturach znacznie wyższych niż te, które występują wewnątrz komórki. Dlatego też każda reakcja wymaga specyficznego uaktywnienia chemicznego, co umożliwia wewnątrzkomórkowa kontrola przebiegu reakcji. Kontrolę tę wykonują wyspecjalizowane białka tzw. enzymy. Reakcje kontrolowane przez enzymy są specyficzne ze względu na fakt, iż każdy z nich przyspiesza, czyli katalizuje tylko jeden z wielu możliwych rodzajów reakcji, którym dane cząsteczki mogą podlegać. Reakcje te na ogół następują po sobie i są połączone w ciągi w ten sposób, że produkt jednej reakcji jest materiałem wyjściowym, czyli substratem dla następnej. W ten sposób tworzą się łańcuchy reakcji wzajemnie ze sobą powiązane, dzięki którym w efekcie komórka żyje, rośnie i rozmnaża się.

W każdej komórce zachodzą dwa przeciwstawne sobie szlaki reakcji chemicznych. Jeden z nich to szlak kataboliczny. Polega on na rozkładzie substancji odżywczych do prostych związków, które następnie są w komórce wykorzystywane jako elementy budulcowe własnego ciała. Jednocześnie uwalniana jest energia użyteczna dla komórki. Drugi łańcuch reakcji to szlak anaboliczny (biosyntetyczny). Polega on na wykorzystaniu energii uzyskanej w reakcjach katabolicznych do syntezy szeregu cząsteczek, które budują komórkę. Oba te łańcuchy reakcji stanowią metabolizm komórki. Metabolizm ten jest możliwy dzięki stałemu dopływowi energii; jest to oczywiście energia promienista, której źródłem pierwotnym jest słońce. Bez energii słonecznej niemożliwe byłoby życie na Ziemi. Tak więc nie bez przyczyny w wielu mitologiach Słońce czczone było jako bóstwo dające życie.

Ta krótka charakterystyka istoty procesów życiowych wykazuje niezbicie, iż materia nieożywiona poza strukturą komórki podlega w końcu całkowitemu nieuporządkowaniu. Jedynie w żywej komórce zachodzą procesy wytwarzające stan uporządkowania. Jest to podstawowa właściwość życia możliwa jedynie dzięki złożonemu metabolizmowi komórkowemu. Wykorzystuje on energię słoneczną i przekształca ją w takie formy, dzięki którym komórka utrzymuje w swoim wnętrzu stały porządek biologiczny. Ta wielka mnogość reakcji zachodzi właśnie w swoistej, zamkniętej przestrzeni czyli komórce, której średnica jest mniejsza od 0,1 mm, a każda z tych reakcji wymaga odrębnego enzymu. Cały ten system skomplikowanych reakcji musi być tak precyzyjnie zrównoważony aby najmniejsza nieprawidłowość, np. chwilowa zmiana diety nie prowadziła do katastrofy. W rzeczywistości równowaga metaboliczna komórki jest zdumiewająco stabilna. Dzieje się tak dzięki precyzyjnemu układowi mechanizmów kontrolnych, które regulują i koordynują szybkość przebiegu wszystkich reakcji w komórce. Za to odpowiedzialne są białka, które mają niezwykłą zdolność do zmian swego kształtu czyli struktury i tym samym charakteryzują się szerokim zakresem zróżnicowanych funkcji, co pozwala im szybko reagować na zmiany w najbliższym otoczeniu.

Każda komórka ma zdolność do przechowywania, odczytywania i tłumaczenia instrukcji genetycznych koniecznych do powstania i życia nowej komórki – nowego organizmu. Dzięki ten zdolności życie jako proces trwa, czyli podtrzymywanie w ten sposób jest zjawisko uporządkowania. Znany jest dokładnie przebieg przekazywania informacji genetycznej z komórki macierzystej na komórki potomne i z jednej generacji organizmów na następne. Nośnikiem informacji genetycznej jest kwas dezoksyrybonukleinowy (DNA). Ilość informacji zmagazynowanej w komórkowym DNA jest przeogromna. Każda komórka zawiera nie tylko skomplikowany aparat dokładnie kopiujący ten magazyn informacji genetycznej, lecz także wyspecjalizowane enzymy dokonujące naprawy DNA w przypadku, gdy ulegnie on uszkodzeniu. Wiemy obecnie, że jest to prosty sposób powielania określonej struktury chemicznej. Struktura ta, czyli DNA oraz mechanizm jej powielania musiał istnieć w momencie pojawienia się pierwszej komórki na Ziemi. Gdyby tak nie było nie mogłaby z niej powstać Komorka potomna, a z tej, kolejne następne. Na tym właśnie polega jedność i stałość życia na poziomie molekularnym.

DNA jest powielany z precyzyjną dokładnością, zaś przypadkowe defekty, które mogłyby prowadzić do trwałych zmian w jego sekwencji, są pieczołowicie eliminowane przez mechanizmy naprawcze. Tak więc zmiany w strukturze DNA, inaczej mówiąc mutacje są zjawiskiem bardzo rzadkim i nie mogą naruszyć istoty życia, czyli mieć charakteru nieuporządkowania. Jeżeli powstaje tzw. DNA z błędami, które powodują efekty szkodliwe dla organizmu, jest on z populacji eliminowany poprzez śmierć lub niepłodność osobników takim właśnie DNA. Mechanizmy replikacji i naprawy DNA są tak dokładne, że informacja genetyczna jest bardzo starannie przechowywana przez dziesiątki milionów lat bez jakichkolwiek zmian. Człowiek i szympans po około pięciu milionach lat separacji ewolucyjnej wciąż jeszcze mają 98% identycznych sekwencji DNA. Nawet w przypadku innych grup ssaków, gdzie okres separacji z człowiekiem jest znacznie dłuższy, chromosomy zawierają bezsprzecznie podobne sekwencje i obecnych jest wiele białek, których kombinacje aminokwasów są prawie identyczne. Tak więc wszystkie organizmy otrzymały przekaz informacji genetycznej w bardzo odległej przeszłości. Zaś wierność replikacji i dokładność mechanizmów naprawczych gwarantują stałość przekazywania życia.

Żywa, rosnąca i samo reprodukująca się komórka jest naprawdę fascynującym urządzeniem. Każda komórka zachowuje się jak wieloczynnościowa maszyna z przeogromnym zasobem informacji genetycznej zawartym w DNA. Zaopatrzona jest w wewnętrzny mechanizm regulujący zachodzące procesy. Posiada też czujniki do odbioru sygnałów z otoczenia. Ta prosta jedność komórkowa życia, wydaje się, że bardzo się komplikuje, gdy spojrzymy na organizmy wielokomórkowe. Komórki człowieka, również zwierząt czy roślin są niezwykle zróżnicowane. Komórki poszczególnych tkanek, np. kostnej, mięśniowej, skóry i komórki nerwowe są bardzo różne, a jednocześnie bardzo do siebie podobne. Wszystkie one powstają z jednej zapłodnionej komórki jajowej i wszystkie one mają takie same kopie DNA, właściwe dla danego gatunku. Tak więc są z jednej strony bardzo różne, z drugiej zaś szokująco takie same. Różnorodność ta wynika z funkcji jaką mają pełnić w strukturze całego organizmu, jako jednostki życia. Stąd też patrząc na życie jako na zespół funkcji, to zakres tych funkcji jest taki sam dla organizmu jednokomórkowego jak i dla wielokomórkowego. W jednym i drugim przypadku chodzi o utrzymanie uporządkowania.

Podczas rozmnażania się organizmów sekwencja DNA ulega precyzyjnej replikacji i w rezultacie komórki potomne dziedziczą od komórek macierzystych informację genetyczną w niezmienionej postaci. Taki proces powinien w konsekwencji prowadzić do tego, że każdy organizm potomny winien być lustrzanym odbiciem swojego rodzica. W rzeczywistości tak nie jest. Nawet w niedużej grupie ludzi poszczególne osoby różnią się między sobą wieloma cechami, czy to kolorem oczu, odcieniem skóry, barwą włosów, kształtem nosa, wzrostem itp. Co więcej, przeogromna różnorodność otaczających nas gatunków roślin i zwierząt wskazuje na fakt zaistnienia wyraźnych modyfikacji w strukturze DNA od chwili powstania pierwszych komórek, czyli od około 3,5 miliarda lat. Przyjmuje się, iż przyczyną sprawczą powstawania nowych gatunków są mutacje DNA. Każda mutacja jest jednak defektem podczas odtwarzania sekwencji DNA. Częstość wystąpienia takich mutacji jest ograniczona. Szacuje się, że ryzyko błędu w czasie replikacji DNA wynosi 1 na 104. W rzeczywistości częstość tych błędów jest 100-1000 razy mniejsza dzięki mechanizmom wewnątrzkomórkowym, które takie defekty eliminują. Skoro cały mechanizm funkcjonowania komórki charakteryzuje się precyzyjną celowością, łącznie z mechanizmem dziedziczenia to pozostaje otwartym pytanie o zasadę akceptowania przez komórkę niektórych mutacji a eliminowanie innych, które określamy jako defekty. Czy znowuż chodzi o istotę życia? A więc, akceptowane są jedynie te mutacje, które nie naruszają uporządkowania.

Mutacje nie są jedynym źródłem zmienności genetycznej. W organizmach rozmnażających się płciowo następuje ciągła wymiana genów, czyli tworzenie się nowych kombinacji sekwencji DNA. Skutkiem tego jest duża zmienność osobnicza notowana w ramach tego samego gatunku. Osobniki rozmnażające się płciowo dają potomstwo różniące się od rodziców w nieprzewidywalny sposób. Różnice te jednak muszą zawsze mieścić się w granicach określonych sekwencją DNA, właściwą dla danego gatunku. Przecież organizm potomny powstaje w wyniku połączenia się dwóch nici DNA osobnika męskiego i osobnika żeńskiego. Dopiero z dopasowania się tych dwóch pojedynczych nici powstaje podwójna nić zdolna przekazywać życie dalej. To dopasowanie jest sukcesem. W przypadku gdy go brak  nie ma potomstwa. Z tego oczywiście wynika stałość gatunku. Aczkolwiek pojęcie gatunku jest ciągle wśród biologów przedmiotem dyskusji, to wydaje się, że oparcie się w definicji gatunku na mechanizmie przenoszenia informacji genetycznej jest sprawą podstawową. Przecież z krzyżówek międzygatunkowych niewiele co wynika, a jeśli nawet, to potomstwo jest bezpłodne. Tak więc gatunek jest strukturą uporządkowania, czyli z jednej strony stałą i jednorodną, z drugiej zaś wykazującą duże zróżnicowanie w ramach zmienności osobniczej. Mimo iż wszyscy jesteśmy ludźmi i należymy do tego samego gatunku, to każdy z nas jest inny. 

Budowa ciała organizmu wielokomórkowego jest niezmiernie złożona; jest ona jednak wytworem dość prostego zakresu czynności komórek. Komórki rosną, dzielą się, komunikują się wzajemnie, przemieszczają, specjalizują i w końcu umierają. Tak jak większość procesów wspomnianych wyżej jest dość dobrze poznana, to odnośnie starzenia i umierania komórek, a szczególnie całych organizmów wiemy niewiele. Stwierdzono, że prawidłowe komórki zwierzęce trzymane w hodowli w obecności czynników wzrostu nie dzielą się bez końca. Okazuje się, że przestają dzielić się po określonej liczbie podziałów. Zbadano, że fibroblasty (komórki występujące w tkance łącznej) pobrane z płodu ludzkiego przechodzą przez około 80 podziałów, zaś pobrane od dorosłej 40-letniej osoby przestają się dzielić po około 40 cyklach. Przedstawiony przykład potwierdza tezę, że śmierć komórki zaprogramowana jest w jej bazie genetycznej. Rozpoznanie mechanizmów zatrzymujących podziały komórek nie jest daleko zadawalające. Próbuje się te mechanizmy wiązać z nagromadzeniem się w komórce specyficznego typu białek, tzw. białek hamujących.

U organizmów dojrzałych stwierdza się powszechny proces określany nazwą programowej śmierci Komorek. U zdrowego człowieka w każdej godzinie giną biliony Komorek w szpiku kostnym i w jelicie. Trudno tę rozrzutność zrozumieć, tym bardziej, że większość z tych komórek jest zdrowa w chwili gdy zostają uśmiercone. Wydaje się, że jest to związane z koniecznością utrzymania uporządkowania strukturalnego na poziomie organizmu jako całości. Tak postawiona tezę mogą potwierdzać doświadczenia prowadzone na wątrobie u dorosłego szczura. Po usunięciu części wątroby, pozostałe komórki dzieliły się  jedynie tak długo by uzupełnić ubytek. Przy zastosowaniu preparatów przyspieszających namnażanie komórek wątroby następowało zwiększenie liczby tych Komorek, a tym samym powiększenie rozmiarów wątroby; po ich odstawieniu część komórek ginęła, zaś wątroba wracała do pierwotnych rozmiarów. Tak więc wątroba jako strukturalny organ ma samodzielną zdolność utrzymania stałych rozmiarów poprzez kontrolę stymulacji i hamowania wzrostu oraz obumierania własnych komórek. Dzięki czemu zostaje zachowany stan uporządkowania strukturalnego tego organu.

Programowa śmierć komórki zachodząca w strukturze żywego organizmu nie może być wiązana z przechodzeniem w stan nieuporządkowania organizmu, a wręcz odwrotnie jest to konieczny proces dla podtrzymania uporządkowania, czyli zachowania homeostazy w samym organizmie. Umieranie komórki w procesie śmierci programowej zachodzi „cicho”, bez uszczerbku dla sąsiadujących Komorek, a nie tak jak to ma miejsce w przypadku ostrego urazu, gdy rozbita zawartość komórkowa rozlewa się do otoczenia i powoduje stan zapalny. Podczas śmierci naturalnej Komorka kurczy się. Jest to związane z samo niszczeniem się struktur wewnętrznych. Za taki stan odpowiedzialne są proteazy, czyli enzymy rozcinające białka. Raz uaktywnione proteazy działają lawinowo tnąc struktury białkowe, w tym również DNA na małe fragmenty. Wszystkie te fragmenty zostają wchłonięte przez sąsiadujące komórki do tego stopnia, ze nie pozostaje nawet ślad po obumarłej komórce. To samozniszczenie się komórki jest regulowane sygnałami pochodzącymi z innych komórek. Poprzez programową śmierć komórek nasze ręce i stopy są kształtowane podczas rozwoju zarodkowego. Na początku wyglądają jak łopaty; z czasem wyodrębniają się poszczególne palce w miarę jak między nimi giną komórki. Tak więc w organizmie wielokomórkowym programowana śmierć komórki jest wydarzeniem normalnym i przebiegającym łagodnie.

Cechą wspólną wszystkich komórek jak i organizmów wielokomórkowych jest proces  starzenia się i naturalna śmierć. Starzenie się to naturalny proces zmniejszania się aktywności biologicznej organizmu postępujący wraz z upływem czasu. Istotą starzenia się jest zmniejszenie zdolności samo odnawiania się tkanek i ograniczenie zdolności adaptacyjnych organizmu. Istotną rolę w procesie starzenia się odgrywa czynnik genetyczny warunkujący długość życia. Dokładna przyczyna tego procesu nie jest dotychczas jednoznacznie rozpoznana. Oczywiście wyznacznikiem długości życia jest ograniczony czas aktywności i przeżywania komórek, które nie mają zdolności dzielenia się, np. komórek nerwowych. Również liczba cykli podziałów innych komórek jest ograniczona, jak wykazano to powyżej. Proces starzenia się związany jest ze zmianami w funkcjonowaniu układów regulacyjnych, szczególnie nerwowego i hormonalnego. Zmniejszenie się aktywności tych układów prowadzi w końcu do naturalnej śmierci. Definicja naturalnej śmierci mówi, że jest to nieodwracalne ustanie czynności mózgu oraz samodzielnych czynności krążenia i oddychania. W momencie tym załamuje się homeostaza układu i mamy do czynienia ze skokiem w jakości uporządkowania. Śmierć biologiczna polega na nieodwracalnym ustaniu procesów biologicznych we wszystkich komórkach organizmu. Jest więc to raptowna zmiana struktury uporządkowanej w stan nieuporządkowany.

Przedstawione wyżej cechy życia są charakterystyczne dla każdej formy życia, niezależnie od stopnia jego uorganizowania. Wszystkim tym wspomnianym procesom i zjawiskom podlega pojedyncza komórka, czy to żyjąca samodzielnie, czy będąca elementem składowym organizmu; również każdy organizm niezależnie od tego na jakim jest stopniu rozwoju, włączając oczywiście w to człowieka.    

Można zaryzykować stwierdzenie, że każdy organizm ma genetycznie zakodowany „instynkt” życia. Dla zachowania życia musi się kontaktować z otoczeniem w celu uzupełnienia i wymiany pierwiastków będących składnikami materii żywej. Tak więc nieodzowne dla życia jest pożywienie. Drugą podstawową aktywnością życiową jest rozmnażane, czyli podtrzymywanie życia. Odżywianie jest konieczne dla utrzymania przy życiu jednostki, zaś rozmnażanie jest niezbędne dla utrzymania życia jako zjawiska. W nurt życia jako zjawiska człowiek jest wmontowany jako jeden z wielu elementów, czyli inaczej mówiąc jako jeden z wielu gatunków. 

Tak więc podsumowując można powiedzieć, że istotą życia jest uporządkowanie materii, niewiele zresztą z samą materią mające wspólnego, gdyż materia może z powodzeniem istnieć poza życiem. Na dowód tego można przytoczyć tezę, iż pula atomów składająca się na organizm człowieka wymienia się bodajże w całości co 7 lat. Tak więc każdy z nas materialnie zmienia się kilkakrotnie w ciągu życia. Dotyczy to również każdego innego gatunku, tylko czas wymiany jest różny. 

 

Człowiek a reszta świata ożywionego

Człowiek jako istota biologiczna z pewnością musiał powstać w ciągu specjalizowania się form życia na Ziemi. Przyjmując, ze stopień specjalizacji i zróżnicowania ma swoje odbicie w upływie czasu, to człowiek jako najbardziej wyspecjalizowana struktura żywa musiał wyodrębnić się w cyklu ewolucyjnym najpóźniej. Wykopaliska oczywiście tę tezę potwierdzają. Aczkolwiek ilość tych wykopalisk jest stosunkowo niewielka i bardzo niekompletna. Ponadto właściwości ludzkie pojawiły się w niektórych cechach, jak np. lokomocja dwunożna, ewolucyjnie wcześniej niż w innych, jak chociażby wielkość mózgu. Analizując przebieg ewolucji można powiedzieć, że człowiek ze swoją odrębnością pojawił się zadziwiająco nagle. Powstaje zatem pytanie, czy rzeczywiście ewolucja człowieka postępowała szczególnie szybko? Dotychczasowe znaleziska kości czaszki dają na to pytanie odpowiedź pozytywną.

Różnicowanie się kości w przebiegu ewolucji można określić stosując specyficzną jednostkę zaproponowaną przez Haldane’a. Jednostka ta (1 darwin) określa tempo wzrostu lub zmniejszania się cechy o 0,001 na 1000 lat. Obliczono, że tempo ewolucji kształtu czaszki w okresie od formy Homo erectus, która w ewolucji jest traktowana jako gatunek poprzedzający Homo sapiens do wykształcenia się właśnie człowieka współczesnego wynosiło 620 milidarwinów (md). Jest to tempo imponujące w porównaniu z maksymalnymi wartościami tego wskaźnika dla innych gatunków. Dla zębów koni w okresie trzeciorzędu wskaźnik ten wynosi zaledwie 78 md, a dla wielkości ciała u dinozaurów 60 md. Okazuje się, że różne cechy w tej samej linii ewolucyjnej wykazują nieco odmienne prędkości zmian. Tak jak wspomniano wyżej dla ogólnego kształtu czaszki prędkość zmian wynosiła 620 md, zaś dla pojemności mózgoczaszki określa się ją na 732md. Przypuszcza się, że objętość mózgu zwiększała się bardzo szybko aż do czasu ukształtowania się współczesnego człowieka. Bodajże niektórzy neandertalczycy mieli mózgi większe od naszych, jednak ich czaszki były grubsze, a szczęki masywniejsze.

Przyjmuje się, że motorem zmian ewolucyjnych są zmiany środowiska i konieczność przystosowania się do nich. Wydaje się, że jest to teza bardzo uproszczona. Należy przypuszczać, że kształtowanie się prostych form wielokomórkowych jako efekt agregacji pojedynczych komórek zachodziło w środowisku wodnym, które przecież charakteryzuje się dużą stabilnością. Co prawda człowiek uformował się na lądzie, gdzie zmienność czynników środowiska jest większa niż w wodzie. Jednakże w przypuszczalnym okresie pojawienia się człowieka nie było istotnych zmian geologicznych, które obejmowały całą planetę. Dlaczego właśnie musiałoby to dotyczyć całej planety? Ponieważ dotychczasowe znaleziska szczątków człowieka pochodzą z różnych rejonów kuli ziemskiej. Uważa się, że ludzki tryb życia zrodził się w oparciu o tak zwane preadaptacje. Termin ten sugeruje, że określona cecha rozwinęła się jakby w przewidywaniu jej użyteczności dla warunków, które zaistnieją w przyszłości. Teza ta wydaje się być bardzo ryzykowną, chyba że dotyczy to sytuacji, gdy zaistnienie jednej cechy powoduje rozwój niektórych innych. Ostatnio coraz  częściej ewolucjoniści  przychylają się do uznania prawidłowości tej tezy.

W literaturze podaje się kilka przyczyn zaistnienia ludzkiego trybu życia. Wśród nich wymienia się przede wszystkim zejście z drzew na ziemię, ponadto zmianę diety z typowo roślinnej na mieszaną, skąd konieczność posługiwania się narzędziami łownymi oraz zespołowego działania na łowach, także zapewnienie sobie bezpieczeństwa przed innymi agresorami. Dokładnie analizując te przyczyny nasuwa się przypuszczenie, czy nie są to właśnie efekty działań wynikające z istoty ludzkiego trybu życia. Skoro kiedyś w przeszłości w wyniku zaistniałych zmian w strukturze i budowie ciała staliśmy się nową jakością to właśnie jesteśmy zdolni do całkiem innych zachowań niż wszystkie pozostałe gatunki. Istotą tej nowej jakości ewolucyjnej jest mowa, wzajemne porozumiewanie się, zapamiętywanie otrzymanych komunikatów i przekazywanie ich następnym pokoleniom. Jesteśmy tak inni od całej reszty organizmów, iż można zaryzykować, że stanowimy w ewolucji świata organicznego nową formę uporządkowania. Skok ilościowy, i co za tym idzie, również zmiana jakościowa w tym uporządkowaniu odnosi się przede wszystkim do budowy mózgu. 

Analizując zmiany ewolucyjne mózgu należy zwrócić uwagę na dwa elementy. W przypadku chociażby kręgowców, tendencje rozwojowe dotyczą wzrostu ogólnej masy mózgu oraz rozrostu niektórych jego części. W stosunku do ogólnej wagi ciała, mózg człowieka jest dwukrotnie cięższy od mózgu najbliższych człowiekowi małp człekokształtnych, u których stanowi on 1/85 wagi ciała. Średnia waga mózgu człowieka wynosi1400 g. Większą wagę mózgu notuje się u słoni i wielorybów; jest to jednak związane z większą masą ich ciała i ponadto u tych zwierząt mózg wypełnia olbrzymia masa włókien nerwowych. Specyficzna specjalizacja struktury mózgu u człowieka nie ma odpowiednika u żadnego gatunku znanego na Ziemi. Specyfika ta związana jest z niespotykaną rozbudową przodomózgowia. Mózg właściwy składa się z dwóch półkul, które u człowieka tworzą aż 90% masy całego mózgowia, zaś stopień sfałdowania kory mózgowej jest niesamowity i wynosi ponad 2 m2.

Równie specyficzny jest rozwój mózgu w życiu osobniczym człowieka. Układ nerwowy formuje się już w 3 tygodniu rozwoju zarodka. Większość neuronów wykształca się między 10 a 18 tygodniem rozwoju płodowego. Zarejestrowano dwa okresy wzmożonego wzrostu zawartości DNA w mózgu. Jeden z nich przypada właśnie na 18 tydzień rozwoju płodowego, zaś drugi ma miejsce w 3 miesiącu po urodzeniu. Być może odpowiada to dwom etapom rozwoju mózgu w filogenezie. W momencie urodzenia układ nerwowy jest u człowieka stosunkowo najsilniej rozwiniętą strukturą. Mózg noworodka waży około 350 g, co stanowi prawie 25% wielkości typowej dla osoby dorosłej. W wieku 6 miesięcy jest to już 50%, w 2 roku życia – 75%, w 5 – 90%, zaś w 10 roku – 95% wielkości mózgu człowieka dorosłego. Przekładając to na wartości bezwzględne w wieku 2 lat mózg waży 1200 g, zaś w wieku 10 lat już 1370 g, kiedy przeciętnie u dorosłego mężczyzny osiąga 1400 g. Obie półkule mózgowe mają już w okresie noworodkowym wszystkie bruzdy, jednakże są one zdecydowanie słabiej zarysowane. Różnicowanie i dojrzewanie komórek mózgowych trwa do 10-14 roku życia. Wówczas zostaje osiągnięty stan podobny do takiego jaki jest u człowieka dorosłego. Rozwój struktur mózgowych jest uwarunkowany genetycznie. Zasadniczo zachodzi on w okresie życia płodowego, jednakże rozciąga się on także na kolejne kilkanaście lat. Dziecko żyje niejako w innym świecie niż dorosły, mimo że otaczają je te same przedmioty. Jest to związane z faktem, iż układ nerwowy dziecka małego działa inaczej niż człowieka dorosłego.

Wiele cech właściwych tylko zachowaniom człowieka wiązanych jest z jego mózgiem. Odnosi się to przede wszystkim do funkcji płatów czołowych. Utrzymują one u człowieka właściwą równowagę pomiędzy działaniem a powstrzymywaniem się od działania; pozwalają one także wykonywać działania nagradzane z opóźnieniem, czyli po upływie jakiegoś czasu od chwili wykonania pracy. Płaty przedczołowe, czyli skrajnie przednia część mózgowia odpowiada za utrzymanie uwagi i za inicjatywę. Nie wiemy dokładnie jak funkcjonują płaty czołowe, jednak wiadomo iż odgrywają ważną rolę w utrzymywaniu typowej dla człowieka zrównoważonej osobowości. Usunięcie części płata czołowego ogranicza zdolność koncentrowania się na trudnych zadaniach, ponadto stwierdzono, że powoduje osłabienie tych hamulców, od których zależy współdziałanie w grupie. Wówczas człowiek staje się nietaktowny, niedyskretny, nadmiernie szczery.

Z płatami czołowymi wiąże się także zdolność uczenia się i zapamiętywania. Fenomenalną cechą człowieka jest zdolność do przypominania sobie pojedynczych informacji utrwalonych niekiedy bardzo dawno oraz do podejmowania działań zgodnych z tymi informacjami. Istnieje więc system magazynowania w pamięci pojedynczych informacji oraz możliwość szybkiego dotarcia do nich. Inną obok pamięci swoistą cechą człowieka jest zdolność do uogólniania, czyli określania właściwości wspólnych dla wielu obiektów. Przejawem tego jest zdolność do tworzenia wyrazów i nadawania nazw. Również z częścią czołową mózgu wiąże się zdolność mowy. Zapewne nigdy nie dowiemy się kiedy człowiek zaczął posługiwać się  mową. Musiało jednak to nastąpić w okresie najszybszego rozwoju mózgu, czyli pomiędzy stadium australopiteka, u którego objętość mózgu wynosiła około 550 cm3 a pojawieniem się przed 40 000 lat człowieka współczesnego z objętością mózgu prawie 1400 cm3. Uważa się, że mózg człowieka ma dziedziczną zdolność do opanowania mowy. Jednak należy przypuszczać, że zdolność ta wzbogacała się stopniowo. Przypuszcza się, że język powstał mniej niż milion, a może nawet mniej niż pół miliona lat temu. Jest to zupełnie nowe zjawisko biologiczne, pozwalające na przekazywanie konkretnych informacji przy pomocy innego kodu niż kod genetyczny. Możliwość przekazywania informacji i doświadczeń z pokolenia na pokolenie przy pomocy języka stanowi całkiem nową formę dziedziczenia. Biologiczne mechanizmy mózgu kontrolujące mowę mogły się rozwijać wskutek przewagi bardziej inteligentnych grup lub poszczególnych jednostek nad pozostałymi. 

Dla powstania nowej jakości w uporządkowaniu życia miał fakt, że niegenetyczny przekaz informacji stał się ważniejszy od zmian genetycznych. Dotyczy to oczywiście pisma, najpierw na glinianych tabliczkach, potem papirusach i papierze, a ostatnio na nośnikach elektronicznych. Ta możliwość komunikowania się dzięki zapisowi zaistniała przecież niedawno. Zdarzyło się to zaledwie 10 tysięcy lat temu. Jednakże właśnie to stworzyło możliwość precyzowania informacji, co w efekcie doprowadziło do wynalazków technicznych. Właśnie te wynalazki, które były naprawdę ważne dla rozwoju ludzkości dokonane zostały w ciągu ostatnich kilkuset lat, a właściwie przeważająca większość w ciągu ostatniego, właśnie co minionego wieku. 

 

Człowiek jako jednostka społeczna

Człowiek nie mógłby być tym kim jest gdyby nie żył w grupie. Całe korzyści wynikające z specyfiki budowy mózgu nie byłyby spożytkowane w przypadku samotnego trybu życia. Wiele jest też gatunków zwierząt, które prowadzą stadne życie, jednak nigdy nie osiągnęły one takiego stopnia organizacji co człowiek. Specyfika życia społecznego człowieka odnosi się do pojęcia, które określamy nazwą kultura. Pojęcie kultury rozumiane jest jako zestaw wszystkich umiejętności i sposobów postępowania, które przekazywane są poprzez kontakty międzyludzkie i przez tradycję, nie zaś genetycznie. Kultura stanowi pewną całość różnych aspektów życia ludzi. Zwykło się uważać, że zdolność wytwarzania narzędzi jest początkiem kultury ludzkiej, czyli oznaką osiągnięcia człowieczeństwa. Jest to daleko idące uproszczenie, gdyż niektóre małpy człekokształtne potrafią sobie przygotować kije obdzierając je z kory, aby przy ich pomocy grzebać w mrowisku w celu zdobycia pożywienia. Poza tym przecież ptaki są doskonałymi budowniczymi swoich gniazd, które nie są niszczone nawet przez silne wiatry, czy nawałnice. Wiadomo z wykopalisk, iż australopitek używał rozmaitych brył i kawałków lawy lub kwarcu, które miały ostrą krawędź tnącą. Przypuszcza się, iż obtłukując je wzajemnie uzyskiwał właśnie tę tnącą krawędź. Do wytworzenia takich narzędzi niepotrzebny był język jako środek pomocny przy ich wytwarzaniu; wystarczyło porozumienie wzrokowe. Stąd też trudno zgodzić się z twierdzeniem, że takie narzędzia stanowią już o człowieczeństwie. Neandertalczyk około 50 tysięcy lat temu używał już narzędzi spiczasto zakończonych służących z pewnością do zabijania zwierzyny oraz innych mających jednak krawędź tnącą wykorzystywanych do ściągania skóry ze zdobyczy i do dzielenia mięsa. Nie używał on jeszcze obrobionych kości i nie znał ozdób. W oparciu o wykopaliska można uważać, że był jeszcze kanibalem.

W okresie pomiędzy 30 tysięcy a 20 tysięcy lat temu z pewnością zachodziły poważne zmiany w ewolucji człowieka. Obserwuje się postęp w wyrobie rylców i przedmiotów wykonywanych przy ich użyciu. W okresie około 15 tysięcy a 10 tysięcy lat temu wytwarzano już udoskonalone różne przedmioty służące do polowania, takie jak harpuny, haczyki na ryby, głowice strzał, młotki, włócznie oraz igły. Wytwarzano również przedmioty dekoracyjne, jak bransolety, wisiorki, rytualne różdżki i berła. Pojawiła się również symbolika w formie różnego typu zdobień na wspomnianych wyżej przedmiotach. Świadczy to o możliwości posługiwania się pojęciami abstrakcyjnymi, co oczywiście należy wiązać z ewolucja mózgu. Trudno jednoznacznie orzec, czy w symbolice tej zawarte są jakieś elementy hierarchiczności społecznej. Jednakże świadczą one o budzeniu się w człowieku potrzeby uzewnętrzniania swoich obserwacji i przemyśleń.

W ewolucji kultury człowieka wyróżnia się zasadnicze trzy epoki. Długi paleolit oraz zdecydowanie krótsze mezolit i neolit. Na ostatnią epokę, czyli na kulturę neolityczną przypada przejście od wyłącznie myśliwskiego trybu życia, właściwego dla epoki mezolitu do rolniczego. Osiedlanie się rozpoczęło się najprawdopodobniej w południowo-zachodniej Azji około 9 tysięcy lat temu, poprzez hodowlę jęczmienia i pszenicy oraz udomowienie owiec, kóz, bydła i świń. W Europie zachodniej zmiany notuje się dopiero około 5 tysięcy lat temu. We wschodniej Afryce kultura rolnicza pojawiła się 3 tysiące lat temu. Wiele jest jeszcze na Ziemi grup myśliwych, rybaków i zbieraczy runa, gdzie zmiany trybu życia właśnie dokonują się teraz lub zaszły niedawno. Człowiek z epoki neolitu potrafił już wytapiać miedź i ołów, aczkolwiek nie używał ich do wyrobu narzędzi a jedynie na paciorki i ozdoby. Wykonywał też malowidła i płaskorzeźby. W dolinach rzek Tygrysu i Eufratu około 6,5 tysiąca lat temu powstała pierwsza kultura w pełni miejska, określana nazwą kultury sumeryjskiej. Wybudowano tam pierwsze wielkie świątynie. Tam właśnie rozpoczęto produkcję miedzianych siekier i srebrnych naczyń. Dodanie cyny do miedzi rozpoczęło nową technologię produkcji narzędzi i broni i zapoczątkowało od 3 000 p.n.e. swoistą kulturę brązu. Sumeryjczycy wynaleźli pierwsze pismo piktograficzne i skonstruowali pojazd na kołach. W tym samym mniej więcej czasie w dolinach wyżej wspomnianych rzek powstały pierwsze współczesne struktury organizacji państwowo-społecznych, a mianowicie miasta-państwa rządzone przez królów i mające własne armie, prowadzące nie tylko boje obronne przeciwko grupom wędrownych pasterzy zwabionych bogactwem miast, ale i wojny zaczepne dla rozszerzenia swojego panowania. W tamtym okresie duże obszary południowo-zachodniej Azji zostały zjednoczone pod władztwem pierwszej dynastii babilońskiej.

Historia rozwoju człowieka najnowszych czasów związana jest z postępem w technice i technologii. Po odkryciu wytopu rud i wytwarzania brązu opracowano metalurgię żelaza. Od tego czasu mamy do czynienia z ciągłym procesem wynalazczości różnego typu urządzeń ułatwiających życie. W miarę jak następowało doskonalenie narzędzi rozwijały się też techniki porozumiewania się między ludźmi. Pojawiły się nowe formy symboliki, takie jak matematyka czy logika. Wprowadzano coraz subtelniejsze pojęcia filozoficzne i religijne. Grupy, które umiały wykorzystywać te wynalazki wygrywały w konfrontacji z innymi. Umiejętność wynalezienia i używania nowych narzędzi stanowiła o poziomie kultury dawnej grupy ludzi. Umiejętności te są związane z odpowiednią możliwością wykorzystania mózgu. Zwykle odnosi się to do konkretnych, zwykle pojedynczych ludzi, zwanych wynalazcami. Trudno mówić w tym przypadku o jakiejkolwiek formie dziedziczenia biologicznego. Wynalazki są z pewnością efektem dziedziczenia społecznego, którego „kodem genetycznym” nie jest DNA, a opiera się non na przekazie informacji słownej i pisemnej. Język pozwala na przekazywanie informacji pomiędzy wieloma osobnikami, a nie tylko, jak w przypadku dziedziczenia biologicznego od dwojga rodziców do ich potomstwa.

Dzięki językowi i pismu mamy nie tylko możliwość dziedziczenia wiedzy poprzednich pokoleń, ale również gromadzenia jej w formie pisanej. Ta nowa jakość dziedziczenia nie tylko wpłynęła na zróżnicowanie poziomu życia między poszczególnymi grupami ludzi, ale była również przyczyną rozwarstwienia społecznego wewnątrz samej grupy. Wybitne jednostki, które szerzej umieją wykorzystać zdolności swojego mózgu tworzą nową jakość w różnych dziedzinach kultury. Tak było zawsze, jedynie teraz nastąpiło przyspieszenie odkrywania nowości, na skutek upowszechnienia i ułatwienia przekazu informacji. Tak więc człowiek wprowadził całkiem nową jakość w dzieje ewolucji na Ziemi. Gdyby nie było człowieka życie na Ziemi z pewnością wyglądałaby ona inaczej. Stąd też pojawienie się człowieka, a konkretnie jego mózgu to nowa jakość strukturalna życia. Tak więc mózg człowieka jest nową formą uporządkowania, której my sami jeszcze nie rozumiemy. Pozostaje otwartym pytanie, czy my kiedykolwiek będziemy w stanie tę formę uporządkowania zrozumieć?

 

Świadomość człowieka o swoje świadomości

Człowiek jest jedyną istotą wśród istot żywych, dziwiącą się swojemu istnieniu, jak powiedział jeden z filozofów. Czy to zdziwienie towarzyszy człowiekowi od początków jego historii? Trudno na to znaleźć odpowiedź twierdzącą, aczkolwiek odkąd człowiek posługiwał się pismem można powiedzieć, że pytanie to za nim podążało. Również zdawał sobie sprawę z różnic, ale i z więzi pokrewieństwa jakie go łączyły ze zwierzętami i także z roślinami, które towarzyszyły mu w codziennym życiu. Ta samowiedza o tym, że się jest elementem składowym życia na Ziemi, a jednocześnie kimś innym w porównaniu z tym co go otacza stanowi o świadomości człowieka o swoim człowieczeństwie.

Według definicji encyklopedycznej świadomość to stan przytomności i suma przeżywanych w tym stanie treści. U starożytnych świadomość to wewnętrzna władza umysłu, dzięki której umysł poznaje siebie i zarazem wszystkie inne rzeczy. Aby dobrze zrozumieć to zdanie należy zdefiniować pojecie umysłu. Umysł, jak jest to napisane w „Słowniku współczesnego języka polskiego”, to całokształt możliwości, predyspozycji myślowych mózgu, obejmujący zdolność rozumowania, pojmowania, zapamiętywania. Tak więc świadomość jest funkcją działania mózgu. Pojęcie świadomości u starożytnych niewiele się zmieniło do czasów współczesnych. Dla Kartezjusza i innych myślicieli świadomość to nie tylko bezpośrednia wiedza o zjawiskach we własnym umyśle, czyli o wrażeniach, myślach, emocjach, obrazach itp., ale i same te zjawiska. Współcześnie wyróżnia się 5 składowych świadomości, to: stan czuwania, świadome przeżywanie treści, zorganizowanie tych treści w pole świadomości, zdawanie sobie sprawy z doznawania treści, czyli samoświadomość oraz świadoma kontrola zachowania. Oczywiście wszystkie te składowe są ze sobą ściśle sprzężone i współdziałają wzajemnie. Uważa się współcześnie, że świadomość jest jedyną w swoim rodzaju właściwością ludzkiego mózgu.

Człowiek dzięki swojej świadomości zdaje sobie sprawę z tego, iż nie jest sam wśród nieświadomych istot i  że potrzebuje dla swojej egzystencji w otoczeniu obecności istot posiadających świadomość. W ten sposób tworzy się świadoma więź grupowa. Podstawowym elementem tej świadomości jest więź rodzinna. Nie chodzi tu oczywiście o instynktowne rozpoznawanie potomstwa przez rodziców – tym charakteryzuje się wiele gatunków zwierząt. Świadomość więzi rodzinnej u ludzi to nie tylko relacja opiekuńcza rodzice – dzieci, to również taka sama relacja na linii dzieci – rodzice. To ponadto więzi opiekuńcze między rodzeństwem i więzi pomiędzy innymi krewnymi. Na bazie świadomości grupowej wykształciła się zdolność postrzegania własnego losu i losu swojej grupy jako ciągłego procesu historycznego. To właśnie świadomość historyczna kształtuje postawy patriotyczne, każe pielęgnować tradycję i obyczaje z nią związane. Innym przejawem świadomości grupowej jest świadomość narodowa, czyli poczucie przynależności do tego samego narodu, a więc solidaryzowanie się z innymi członkami narodu i z jego przywódcami, którzy występują w jego imieniu. Tak rozumiana świadomość grupowa jest cechą specyficzną dla człowieka.

Świadomość grupowa jest cechą motywującą aktywność człowieka, określającą cel i sens tej jego aktywności, czyli inaczej określającą sen życia człowieka. Natomiast świadomość śmierci wprowadza niepewność celu i zasadności sensu istnienia. Jest to wielkie obciążenie, z którym człowiek musi żyć. Jedynie człowiek spośród wszystkich istot jest świadomy własnej śmierci, czyli ograniczenia swojego istnienia w czasie. Człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że dany mu jest określony czas pobytu na Ziemi; po prostu ja żyję teraz, nie było mnie na Ziemi wcześniej i nie będzie mnie potem. Takiej świadomości istnienia w czasie na pewno nie mają zwierzęta. Niekiedy mówi się, że zwierzę wyczuwa zbliżający się kres. Rzeczywiście tak jest, ale tak zwane przeczucie zbliżającej się śmierci znane też jest u człowieka. Jednak jest to całkiem co innego niż świadomość śmierci, którą mamy nawet wtedy, gdy jest ona odległa i prawie nierzeczywista.

Świadomość istnienia i jednocześnie świadomość śmierci odróżnia ludzie od zwierząt. Jedynie człowiek dba o swoich zmarłych. Wykopane szczątki na prehistorycznych cmentarzyskach wykazały niezbicie, że obrzęd pochówku zwłok ludzkich towarzyszył już dziesiątki tysięcy lat temu człowiekowi neandertalskiemu. Z pozostawionych przy zmarłych narzędziach i ozdobach oraz innych przedmiotach należy sądzić, iż świadomość tego, że jesteśmy tu na Ziemi jedynie chwilowo, towarzyszyła człowiekowi od zarania jego istnienia. Żadne zwierzę nie wykazuje  troski o zwłoki swoich towarzyszy. Nawet w przypadku tzw. gatunków społecznych „trupy” są wyrzucane z mrowiska czy z ula. Jest to z pewnością instynktowy zabieg służący utrzymaniu higieny. W życie każdego osobnika wpisana jest jego śmierć. Bez śmierci osobnika trudno sobie wyobrazić życia jako zjawiska. Aby powstał nowy organizm to wcześniej czy później stary musi obumrzeć. Dobitnie widać to u organizmów jednokomórkowych, które rozmnażają się przez podział; aby powstały dwa osobniki potomne komórka macierzysta musi przestać istnieć. 

Ze świadomością śmierci związane jest odwieczne ludzkie pytanie o sens i cel życia. Oczywiście takie pytanie może powstać jedynie w mózgu istoty obdarzonej umiejętnością myślenia, czyli jak uważają psychologowie umiejętnością rozwiązywania problemów, polegającą na przetwarzaniu informacji. Myślenie jest w pewnym sensie rozmową z samym sobą. Efektem procesu myślowego jest podjecie decyzji o działaniu lub zaprzestaniu działania, czyli możliwość wyboru. Taką możliwością wyboru, a więc wolną wolą obdarzony jest tylko człowiek. Pytanie o istotę wolnej woli jest oczywiście problemem filozoficznym.

Dwa podstawowe nurty filozoficzne, a mianowicie determinizm i indeterminizm różnią się diametralnie podejściem do problemu wolnej woli. Funkcjonujący wśród biologów skrajny redukcjonizm nie dopuszcza istnienia wolnej woli. Redukcjonizm zakłada, że kwestią czasu jest rozpoznanie na tyle dokładnie funkcjonowania mózgu, aby można precyzyjnie przewidzieć zachowania ludzi, gdyż każda myśl, każde działanie jest uwarunkowane stanem poprzednim. Tak więc według redukcjonistów możliwość dokonania wyboru jest skrajnym złudzeniem. Czy faktycznie ten pogląd filozoficzny ma rację bytu wobec niedoskonałości badania eksperymentalnego? Badanie jakiegokolwiek stanu biologicznego przyżyciowo, nie mówiąc o tak finezyjnej strukturze  jaką jest mózg przy pomocy aparatury powoduje  zawsze ingerencję w ten stan. Tak więc nigdy nie będziemy znali „czystej” struktury, a tym bardziej zasad jej funkcjonowania. Zawsze operujemy na uproszczonym modelu, nawet jeżeli dotyczy to zagadnień z zakresu biologii molekularnej, czyli nasza wiedza jest efektem procesu myślowego. W procesie tym dokonujemy wartościowania. Pewne przemyślenia przyjmujemy i nimi wzbogacamy wiedzę, inne zaś odrzucamy. Odnosi się to nie tylko do działalności badawczej, ale jest to reakcja naszej świadomości na wszystko co nas otacza. Codziennie dokonujemy niezliczonej ilości wyborów i nikt nas do nich nie przymusza. Można powiedzieć, że życie człowieka jest nieprzerwanym ciągiem ustawicznych wyborów. Nawet wtedy, gdy wykonujemy polecenia przełożonych dokonujemy świadomego wyboru aby to polecenie wykonać. Właśnie wybór działania oparty o wolną wolę umożliwia człowiekowi kształtowanie swojej przyszłości.

Wolna wola jako atrybut człowieczeństwa stawia z pewnością ludzi ponad wszystkimi żyjącymi na Ziemi istotami. Jednakże świadomość tego nakłada na człowieka specjalną odpowiedzialność za życie tych istot i za środowisko, w którym te istoty i również człowiek żyją. Odpowiedzialność ta wiąże się z kolejną cechą właściwą tylko człowiekowi, a mianowicie z egoizmem. Egoizm jest to splot zachowań ukierunkowanych wyłącznie lub przede wszystkim na własny interes indywidualny lub grupowy. Przeciwstawia mu się zachowania altruistyczne. Z zachowań egoistycznych bierze się typowe dla ludzi gromadzenie dóbr naturalnych oraz wywodzi się wiele przywar, jak chociażby obżarstwo. Takich zachowań nie notuje się u zwierząt. Zwierzę syte nie będzie polowało; a człowiek współczesny poluje dla zabawy zbierając jedynie tzw. trofea. Jednakże człowiek ubogacony świadomością może od takich zachowań odstąpić i może to zrobić dzięki wolnej woli jaką ma.

Człowiek jest więc gatunkiem specjalnym, zaś ta specyfika wynika jedynie z zasadniczej funkcji ludzkiego mózgu, a mianowicie ze zdolności myślenia. Zdolność ta była przyczyną zaistnienia jak już wspomniano nowej formy dziedziczenia – dziedziczenia społecznego. Tak więc skoro człowiek osiągnął taką doskonałość, wydaje się, że jego ewolucja biologiczna jest zamknięta. Czy z takiego stwierdzenia należy wyciągać wniosek, że człowiek jako gatunek wobec wielkich katastrof geologicznych jest bezradny mimo swego intelektu. Świadomość mówi, że tak. Nawet jeśli po katastrofalnym załamaniu zostanie nas niewiele, to z pewnością, jak na to wskazuje przeszłość geologiczna Ziemi warunki klimatyczne będą na tyle inne, że rozwinąć mogą się całkiem inne, niekoniecznie bardziej uorganizowane formy życia. Można zarzucić, że wywód ten to czysta fantazja. A jednak, co stało się gadami jurajskimi; wyginęły, a jedynie ich krewni szczątkowo są obecni wśród nas. Czy taki scenariusz jest do przyjęcia – chyba nie. Czy przyszłością naszą, jak opisują to futurolodzy ma być sztuczna inteligencja wytworzona przez człowieka. Wydaje się to mało prawdopodobne aby człowiek wszechobecny na kuli ziemskiej, będący jednocześnie bardzo zazdrosny o swoją pozycję w hierarchii życia na Ziemi nie unicestwił takiej inteligencji w zaraniu. Więc co jest przed nami? Może klonowanie, które można powiedzieć jest wytworem ewolucji intelektualnej jako skutek rozwoju nauki, spowoduje pojawienie się nowej jakości w ewolucji biologicznej. Efektem klonowania może być, między innymi wytworzenie się linii partenogenetycznych w rozwoju człowieka. Z otwartym problemem klonowania wchodzimy właśnie w XXI wiek.

Pytania te postawione wyżej o charakterze ogólnym dla ludzkości, jak i takie które każdy z nas stawia na co dzień, odnoszą się jednak do kwestii zasadniczej, a mianowicie do pytania o cel i sens własnego życia. Pytanie to każdy nosi w sobie. Wiele dziedzin nauki i wiedzy podejmuje wysiłek odpowiedzi na to pytanie, w tym również i biologia. Jednak ostateczną odpowiedź na to pytanie każdy z nas ludzi z osobna musi sam sobie odnaleźć.

 

Człowiek uduchowiony

Dusza w tradycji psychologicznej to źródło i podmiot wszelkich zjawisk psychicznych. Zjawisko psychiczne to takie, które opisuje psychologia – nauka zajmująca się powstawaniem i przebiegiem procesów psychologicznych. Tak więc, aby zrozumieć pojęcie duszy należy rozwikłać określenie proces psychologiczny. Wydaje się, że najprościej procesem psychologicznym nazwać całokształt zachowań osobniczych. Jeżeli przyjąć takie właśnie założenie to wówczas oczywiście nasuwa się prosty wniosek, że każdy za nas ma inną i właściwą jedynie sobie duszę, dlatego, że każdy z nas zachowuje się inaczej. Mimo tego każdy z nas jest predysponowany do tego, aby się zachowywał inaczej, ponieważ każdy z nas jest samoistną strukturą biologiczną ze swoim własnym mózgiem, a przecież właśnie w mózgu rodzą się zachowania człowieka. Jednakże anatomicznie każdy mózg ludzki jest taki sam, wykluczając oczywiście przypadki z defektami. Skąd więc takie zróżnicowanie w zachowaniach u ludzi. Nie wszystko da się wytłumaczyć dziedziczeniem społecznym. Znane są przecież przypadki, że wielcy zbrodniarze rodzą się w porządnych rodzinach. A może pogląd, że każdy z ludzi rodzi się już ze swoistą sobie psychiką – duszą, która wraz z upływem lat doskonali się, wyjaśnia w pełni zróżnicowanie postaw ludzkich? Niestety stajemy przed bardzo trudnym zadaniem, gdy chcemy określić bliżej pojęcie duszy. Filozofowie wszystkich epok zmagali się z tym problemem.

Święty Tomasz z Akwinu w swoim „Traktacie o człowieku” podjął bardzo gruntowne studia filozoficzno-teologiczne and człowiekiem jako istotą. Św. Tomasz przyjmuje, że człowiek składa się „z substancji duchowej i cielesnej”. Stwierdza on, opierając się na „zdrowym rozsądku”, że dusza nie jest ciałem, lecz czymś ciele. Jest to stwierdzenie o tyle trafne, że prowadzi nas do poglądu jakoby dusza była odpowiedzialna za uporządkowanie materii w ciele. W ten sposób dotknęliśmy najistotniejszego problemu filozoficznego, a mianowicie klasycznych koncepcji filozoficznych człowieka. Jedna z nich to koncepcja platońska, w której człowieka utożsamia się z samą duszą (człowiek to dusza posługująca się ciałem). Druga koncepcja to myśl arystotelesowska, w której człowiek to ścisła jedność psycho-fizyczna, a więc monolit duszy i ciała. Ciekawe, że materializm nie wytworzył żadnej klasycznej teorii człowieka. Tak jak znane są klasyczne koncepcje człowieka typu homo platonicushomo aristotelicushomo cartesianus, brak jest w starożytności materialistycznej teorii typu homo democriteus

Relacja duszy i ciała w każdej z teorii jest kwestią zasadniczą. W tych teoriach, gdzie duszę i ciało traktuje się jako dwie odrębne formy, trudno wyjaśnić wzajemne relacje ducha i materii, a szczególnie wpływu ciała na duszę. Zakładając nadrzędność ducha nad materią trudno sobie wyobrazić, aby forma mniej doskonała (materia) wpływała na formę doskonalszą (dusza). Wobec takiego założenia trzeba przyjąć jak robi to św. Augustyn, że całą aktywność ludzką należy sprowadzić do działalności duszy (poza duszą ciało jest nieaktywne, czyli nie żyje), albo jak czynili to Descartes, Malebranche, Leibniz i inni, uciekając się do „substancji”, „interwencji przy okazji”, „monad”, usiłowali wyjaśnić psych-fizyczną naturę zachowań człowieka. Całkiem inaczej problem ten postawiony jest w koncepcji tomistycznej, gdzie dusza jest matrycą dla ciała („dusza ludzka jest aktem względnie formą ciała”). Ciało spełnia wobec duszy rolę możności do działania albo materii, w której działanie to następuje. Dusza jest więc czymś co „informuje” materię jak ma działać. Św. Tomasz zakłada, że wszystko co żyje ma duszę. Z tego założenia można przyjąć wniosek, że dusza jest pierwiastkiem życia. Jednakże w systemie tomistycznym zawarte jest różnicowanie jakościowe duszy. Spośród rozmaitych typów dusz (dusze roślin i dusze zwierząt) jedynie dusza ludzka jest samoistna i dzięki temu niezniszczalna. Dalsze rozważania, których nie chciałbym się podejmować ze względu na brak przygotowania merytorycznego prowadzą nas poprzez metafizykę do teologii. W teologii dusza ludzka jest formą samoistną, czyli istniejącą ze swej istoty, a więc zdolną do istnienia bez pomocy podłoża – ciała. Jest więc ona niezniszczalna i nieśmiertelna. Jeżeli dusza ludzka jest atrybutem konkretnego ciała, tworząc w ten sposób osobę ludzką, jest więc ona stworzona jedynie dla tej osoby. Skoro powstała w wyniku aktu stwórczego, czyli powstała z niczego, a zarazem jest nieśmiertelną, czyli raz stworzona trwa na zawsze; jedynym stwórcą duszy jest sam Bóg, jak mówi św. Tomasz.

Przedstawione w skrócie poglądy na istotę duszy ludzkiej daleko nie wyczerpują złożoności zagadnienia. Wskazują jedynie na trudności z jakimi człowiek borykał się od zarania swojej świadomości, gdy chciał zrozumieć na czym polega jego inność. Można właśnie z tym dylematem należy wiązać powstanie pierwszych praktyk religijnych. Aczkolwiek niektórzy autorzy praktyki te wiążą z pochówkiem zmarłych, to jednak właśnie te praktyki są przykładem na świadomość prehistorycznego człowieka o swojej inności. Oprócz pochówków brak innych przekonywających śladów aktywności religijnej. Dopiero około 10 tysięcy lat temu pojawiają się na Bliskim Wschodzie miejsca kultowe. Tam właśnie zaczęto budować świątynie i tworzyć obrazy i symbole religijne. Świątynie te powstawały zwykle na wzniesieniach, pagórkach, które zapewne wcześniej traktowano jako miejsca święte, w których czczono to co ludzi tamtych czasów zatrważało i od czego czuli się uzależnieni. Tak więc świadomość o uzależnieniu swojego istnienia od sił wyższych towarzyszyła człowiekowi od dawna, jednak dopiero, gdy pojawiły się religie monoteistyczne przyjęto prymat Boga-Stwórcy jako ducha najdoskonalszego o najwyższym stopniu uporządkowania.

 

Człowiek jako istota ułomna

Człowiek dzięki swoim umiejętnościom stał się panem świata. Stworzył tak wiele udogodnień technicznych, że zdawałoby się iż jest całkowicie niezależny od przyrody, którą  jakby w pełni opanował. Są to złudzenia w konfrontacji z rzeczywistością. Wielkie kataklizmy w dalszym ciągu przypominają nam o ułomności człowieka. Ułomność ta wynika z faktu, że doskonały mózg został „zdeponowany” w zwykłym ciele podlegającym takim samym prawidłowościom biologicznym jak u innych zwierząt, szczególnie tych ewolucyjnie bliskich człowiekowi.

Człowiek przypuszczalnie pochodzący z Afryki jest aktualnie gatunkiem zamieszkującym całą kulę ziemską. Rozprzestrzenienie się człowieka na tereny o bardzo skrajnych klimatach, od tropiku aż po rejony podbiegunowe, spowodowało wytworzenie się szeregu mechanizmów przystosowawczych. Efektem tego jest  najprawdopodobniej zróżnicowanie rasowe. Różnice rasowe pod względem społecznym stały się jedną z istotnych ułomności człowieka. Doprowadziły one do gradacji wartości cech człowieka, do konfliktów i prześladowań. Miejmy nadzieję, że mamy już tę epokę za sobą. Chyba ludzkość w końcu zrozumiała, że biologicznie wszyscy jesteśmy równowartościowymi osobnikami tego samego gatunku. A ponadto, co jest w przypadku człowieka najważniejsze obdarzeni takim samym mózgiem. Jednak z drugiej strony faktem bezspornym jest wielka różnorodność wśród ludzi, zresztą nie tylko biologiczna ale  i intelektualna, co nie ma nic wspólnego z różnicami rasowymi.

Wyróżnia się w literaturze wiele przyczyn różnorodności gatunku ludzkiego. Można wśród nich wyodrębnić różnice wywołane czynnikami przypadkowymi, jak np. defekty biologiczne, ponadto różnice wywołane przez reakcje przystosowawcze w ciągu życia osobniczego oraz również reakcje wywołane czynnikami kulturowymi. Jeżeli chodzi o pierwszą grupę różnic to odnoszą się one do genetyki człowieka. Podręcznikowym przykładem są bliźnięta jednojajowe. Okazuje się, że w okresie płodowym bliźnięta te są zaopatrywane w krew przez jedną kosmówkę, co w efekcie zwykle upośledza jedno z nich. Bliźnięta jednojajowe wykazują większy stopień śmiertelności od dwujajowych. W miarę dorastania u bliźniąt jednojajowych pogłębia się stopień upodobnienia, zaś u dwujajowych odwrotnie, stają się coraz bardziej odmienne.

Bardzo obszerna i rozpoznana jest grupa genetycznych defektów objawiających się rozmaitymi chorobami. Podłoże genetyczne mają schorzenia cukrzycowe, także tzw. torbielowe zwyrodnienie trzustki. Również obecnością genu recesywnego spowodowana jest choroba określana nazwą fenyloketonuria, związana z anomaliami w przemianie materii a efektem jej jest niedorozwój umysłowy. Podłoże dziedziczne ma również znaczna liczba anomalii systemu nerwowego, wśród nich np. niekompletna percepcja barw.

Anomalie mózgu nie tylko stanowią problem medyczny, ale również w wielu społecznościach wpływają na to jak traktowany jest przez innych ktoś z takimi anomaliami. Jest to bardzo poważne obciążenie, szczególnie w młodym wieku, co oczywiście rzutuje na dalsze etapy życia. Jakikolwiek rodzaj niewydolności intelektualnej zwykle prowadzi do przyklejenia etykiety „umysłowo upośledzonego”. Tak więc nie tylko defekt mózgu, ale drobna niesprawność i presja środowiska może uformować osobowość zakompleksioną. Innym zagadnieniem jest naturalne zróżnicowanie inteligencji wśród ludzi. Psychologowie są przecież nawet w stanie określić stopień inteligencji dla konkretnej osoby. Co prawda uważają oni, że chodzi o określenie indywidualnych zdolności, niemniej jednak efektem takich badań prowadzonych wśród młodzieży jest wykazanie zróżnicowania intelektualnego. Bogate doświadczenia, jak wynika to z literatury wskazują, że stopień uzdolnienia jest silnie determinowany przez czynnik dziedziczny. Jednak wskazuje się również w kształtowaniu uzdolnień na czynnik środowiskowy, czyli jak się to mówi „ co wyniosło się z domu”. Jeżeli chodzi o mechanizmy genetycznego dziedziczenia inteligencji to wiemy niewiele. Znanych natomiast jest kilka genów powodujących poważne zaburzenia psychiczne. Uważa się, że do takich schorzeń zaliczyć można schizofrenię i padaczkę. Schizofrenia wśród krewnych schizofreników jest częstsza niż psychoza maniakalno-depresyjna i na odwrót. Padaczka wśród krewnych epileptyków występuje nieco częściej niż u krewnych nie objętych tą chorobą. Przypadki te można zinterpretować w ten sposób, że wpływ na występowanie wspomnianych zaburzeń ma czynnik dziedziczny, aczkolwiek niezbyt silny.

Agresja i instynkt niszczenia są również ułomnościami człowieka. Uważa się, że zachowania agresywne i okrutne są cechą wrodzoną u człowieka i odziedziczone po praprzodkach. Miało się to wiązać z zachowaniami obronnymi potrzebnymi do ochrony terytorium i agresywnymi koniecznymi przy zdobywaniu łupu. Te zachowania agresywne mogą być jednak wyciszane. Porównując człowieka z innymi naczelnymi, wyraźnie można zauważyć swoistą zdolność do powściągania skłonności agresywnych. W mózgu człowieka obecny jest prawdopodobnie ośrodek odpowiedzialny za pojawienie się objawów gniewu. Jednakże gniew może przyjąć wysoki poziom, a mimo to nie osiągnie formy agresji. Niekiedy agresja pojawia się bardzo szybko. Gdy agresja jest wzbudzana w grupach etnicznych, czy narodach przeciwko innym może to doprowadzić do konfliktów wojennych. Zachowania agresywne leżą u podstaw wszelkich form napadu i rozboju. Wiele zbrodni indywidualnych i zbiorowych jest efektem rozbudzonych zachowań agresywnych u konkretnych jednostek. Wynika to z chęci zabijania i takie zachowania należy wiązać z rozbudowanym instynktem niszczenia. Agresja jest przecież motorem wszelkiej przestępczości.

Człowiek przystosowany społecznie może przeżywać złość i wrogość nie ujawniając tych stanów na zewnątrz. Człowieka cechuje wrodzona zdolność tak so walki jak i do współdziałania. Umiejętność współdziałania w grupie jest zawsze związana z postawą altruistyczną. Nawet dobry przywódca jeżeli nie chce przegrać musi wobec grupy ograniczyć swoje egoistyczne zapędy. Znane są także altruistyczne zachowania wśród zwierząt. Tłumaczy się je ewolucyjną koniecznością podtrzymania gatunku. Selekcja genów na altruizm zachodzić będzie jedynie wówczas, gdy zwiększają one szansę przeżycia krewnych osobników, które geny te w sobie noszą. Jest więc to altruizm rodzinny, polegający na założeniu, że jeżeli ja nie mogę przeżyć to niech przeżyje mój „brat” lub „siostra”, gdyż dzięki temu „moje” geny zachowają się w przyszłych pokoleniach. U ludzi altruizm rodzinny ma całkiem inny wymiar. Jest to wymiar społeczny rozciągający się na grupę społeczną. Szereg zawodów tzw. społecznych, które wykonujemy ze swej natury muszą być wzbogacone dużą dozą altruizmu, dotyczy to między innymi nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, księży, szczególnie kapłanów katolickich związanych celibatem, którzy ze względu na swój zawód umierają bezdzietnie.

 Jest jeszcze szereg innych zróżnicowań jakimi charakteryzuje się gatunek ludzki. Dotyczy to chociażby różnic w zdolnościach adaptacyjnych, konkretnie w reagowaniu na stres. Ponadto w możliwościach unikania przypadków losowych takich jak trzęsienia ziemi, uderzenia piorunem, wypadki drogowe, lotnicze czy nawet infekcje wirusowe. Na losy jednostki także ma wpływ miejsce zamieszkania, czy to w skali regionu czy a makroskali. Z tym ostatnim są związane różnice  między ludźmi wynikające z wpływu klimatu, a to oczywiście ma związek z reakcją między innymi na choroby. Chociaż fizjologiczne mechanizmy  obronne uzależnione są od dziedziczności to jednak na odporność ma wpływ wiele czynników środowiskowych, chociażby fakt ograniczenia  geograficznego w występowaniu pasożytów wywołujących daną chorobę.

Podatność na konkretne choroby wiązana  jest ściśle z typem budowy ciała. Mężczyźni o  średniej budowie, tzw. mezomorficznej szczególnie łatwo zapadają na choroby naczyń wieńcowych. Trudno to powiązać jednoznacznie z konkretną przyczyną. Być może łatwo wpadają w stany wielkiego stresu, a może wynika to ze specjalnych predyspozycji w budowie serca. Ludzie otyli są szczególnie podatni na cukrzycę, zaś szczupli na gruźlicę płuc. Również stwierdzono związek między budową ciała a podatnością na zapadanie na określone choroby psychiczne. Otyli wykazują usposobienie ekstrawertyczne, zaś szczupli introwertyczne. Osoby o średniej budowie ciała są podatne na paranoję, zaś szczupłe na schizofrenię. Psychozy maniakalno-depresyjne są typowe dla osób otyłych, zaś stany niepokojów i przygnębienia są domeną osób szczupłych, a w stany histerii najczęściej wpadają osoby o średniej budowie ciała. 

Zadziwiającym zjawiskiem ostatniego przełomu wieków jest wzrastająca liczba osób zapadających na choroby psychiczne. Wiązać  by to można było ze zmianami środowiska intelektualnego, szczególnie w zakresie zwiększających się w zawrotnym tempie zasobów wiedzy i informacji. Okazuje się, że przeciętny mózg ludzki nie nadąża za wzrostem informacji. Czyżby były to pierwsze objawy kryzysu wydolności najwspanialszego jak dotychczas wytworu ewolucji? Może właśnie selekcja na etapie wydolności mózgu będzie kolejnym przełomem w ewolucji człowieka, a tym samym życia za Ziemi.

 

Zakończenie

Ten krótki przegląd szeregu refleksji nad tym czym i kim jest człowiek nasuwa  jedną zasadniczą myśl. Jak w gruncie rzeczy mało wiemy o sobie; jak skomplikowaną w dalszym ciągu jest osobowość człowieka, jak trudno rozdzielić działania biologiczne od zachowań psychicznych. Zdajemy sobie sprawę jak wielką rolę odgrywa mózg ludzki w opisie, co to znaczy być człowiekiem. To co dzieje się w naszym mózgu określa nasze człowieczeństwo. Być może dlatego tak mało wiemy o mózgu, gdyż wszelka wiedza dociera do nas właśnie poprzez działanie mózgu. Nasz mózg pozwala nam nie tylko na poznanie zmysłowe, typu czy coś jest twarde, czy coś jest smaczne, ale również dzięki niemu jesteśmy zdolni do tworzenia uogólnień, a tym samym jesteśmy zdolni do poznania pozazmysłowego, czyli refleksyjnego. Oczywiście zdolnością poznania refleksyjnego nie wszyscy obdarzeni są w takim samym stopniu. Jedynie nieliczne jednostki odkrywają nowe techniki, nowe prawa przyrodnicze, nowe tezy społeczne. Jest to fenomen poznania właściwy tylko mózgowi ludzkiemu. Dotąd zjawisko niezauważalne lub rzecz niezrozumiała, po odkryciu zwykle przez jednego człowieka staje się potem dla innych całkiem pospolite i w przyszłości oczywiste. Wiedza raz odkryta dzięki mowie i pismu jest przekazywana następnym pokoleniom. Na tym właśnie polega dziedziczenie społeczne – zjawisko właściwe tylko człowiekowi.

Sukcesywne poszerzanie wiedzy i możliwość jej przyswojenia oraz zastosowania jest przykładem utwierdzającym nas w przekonaniu o prawdziwości tezy, iż ewolucja jest otwarciem na przyszłość. Ewolucja więc nie polega na doskonałej adaptacji do stanu zastanego, ale jest potencjalnym przystosowaniem do możliwie różnorodnych i licznych, nie znanych jeszcze stanów przyszłych, jak dowodzi w swej książce „Dziedzictwo i przyszłość” profesor Władysław Kunicki-Goldfinger. Rozwijając tę myśl pisze: „Po osiągnięciu każdego z nowych poziomów uorganizowania następowało w nim różnicowanie, specjalizacja form i funkcji, nie wykraczając jednak poza osiągnięty poziom. Daleko idąca specjalizacja, jaka z natury rzeczy opiera się pełniejsze wykorzystanie zasobów informacji, prowadziła do zadziwiających nieraz swoją wyjątkowością i doskonałością przystosowań. Ograniczała jednak jednocześnie prawdopodobieństwo wyzyskania nie zużytych zapasów informacji do modyfikacji zasad organizacji systemu, do ukształtowania nowego poziomu. Wśród różnorodności form właściwych danemu poziomowi pozostawały jednak też mało wyspecjalizowane, bardziej pierwotne układy. Wśród nich istniała możliwość zmiany systemu organizacyjnego i przebudowy stosunków pomiędzy składowymi, zunityzowanymi podzespołami, lub nawet uformowania nowego poziomu organizacji. Pierwsze ziemno-wodne płazy nie powstały z najbardziej ewolucyjnie rozwiniętych ryb; gady nie pojawiły się jako etap rozwoju najbardziej wyspecjalizowanych płazów; ssaki nie pochodzą od i dziś nas zadziwiających, dostosowanych do wielu środowisk wielkich gadów ongiś panujących nad światem. Nawet wśród ssaków, naczelne swych najbliższych krewnych znajdują nie wśród wspaniałych mięsożernych, jak lew, rączych kopytnych, jak jeleń, dostojnych trąbowatych, jak słoń, lecz między niepozornymi owadożernymi …. Kierunek ewolucji wyznacza więc coraz dalej idący proces uorganizowania układów żywych. W obrębie zaś danego poziomu uorganizowania ewolucja prowadzi do zmian adaptacyjnych, dostosowujących organizm do jak najlepszego wykorzystania zajmowanego środowiska.” Tak więc w chwili pojawienia się człowiek jako struktura biologiczna musiał mieć taki mózg jaki mamy my współcześni, dopiero z czasem następowało jego stopniowe „uruchamianie”.

Mózg człowieka jest najdoskonalszą formą uporządkowania materii, a więc uwieńczeniem ewolucji życia na Ziemi. Czy wszystko co nas otacza jesteśmy w stanie wyjaśnić funkcjami mózgu? Zjawiska przedziwne, o których coraz głośniej, a które dawniej w przekazach słownych i również pisanych zadziwiały nas, gdzie widoczny jest materialny skutek zaś trudno znaleźć materialną przyczynę. Czy to są tylko jakieś omamy, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zjawiskami, których istoty trudno dociekać poznaniem zmysłowym? Czy dusza ludzka jest tylko pojęciem teologicznym, czy rzeczywistą formą jakiegoś uporządkowania, którego nie jesteśmy w stanie rozpoznać i którego nigdy nie zbadamy żadną miarą materialną? Czy wszystkie te tęsknoty człowieka za istotami z kosmosu nie wynikają z naszej materialnej, tkwiącej w mózgu podświadomości, w której jakby zawarta jest wiedza o świecie innym, trudnym do wyobrażenia? A zjawiska telepatii, jasnowidzenia, zdolności przewidywania cudzych przyszłych myśli lub przyszłych zdarzeń – jak to wytłumaczyć instrumentami materialnymi? Istnieje przecież psychokineza, czyli umiejętność wpływania na  odległość na wydarzenia fizyczne za pomocą samych tylko myśli. Tak więc, czy wszystko co nas otacza można tłumaczyć ewolucją, czyli przechodzeniem od struktur prostych do coraz bardziej złożonych? A zjawiska w kosmosie, chociażby procesy słoneczne. Z powierzchni słońca ustawicznie odpływa materia i w postaci wiatru słonecznego przenika przestrzeń międzyplanetarną. Zjawisko to powoduje spowalnianie ruchów słońca. Przyjmuje się tezę, iż słońce po powstaniu było wielokrotnie bardziej aktywne, a obrót odbywał się około 10 razy szybciej. Jeżeli założyć, że to zjawisko wykazuje stałą tendencję, to należy się liczyć z tym, iż kiedyś słońce przestanie istnieć. Rzeczywiście wszedłem w całkiem inną skalę zjawisk niż ewolucja na Ziemi. Niemniej jednak rozpraszanie materii na słońcu, czyli proces destrukcji daje energię (energia słoneczna) do tworzenia materii żywej, czyli struktury uporządkowanej. Czy w tym prostym przełożeniu odgrywa poważną rolę jakiś czynnik, o którego istnieniu nie zdajemy sobie sprawy?

Pytań takich i tym podobnych można by stawiać wiele. Wróćmy jednak do człowieka i do jego istoty. Najwspanialsze w człowieku jest to, iż ma on świadomość istnienia uporządkowania i nieuporządkowania. Jeżeli przyjąć, że śmierć jest formą nieuporządkowania, to jedynie człowiek spośród innych wszystkich istot jest w stanie świadomie zadać sobie śmierć, czyli przezwyciężyć powszechny w świecie instynkt życia. Czyż więc nie jest człowiek panem życia i śmierci? Czy w człowieku nie trwa ciągła walka tendencji uporządkowania z siłami nieuporządkowania? Znowuż nasuwają się pytania; pytania na które trudno znaleźć proste odpowiedzi. Może jakąś formą odpowiedzi będą teksty ks. Profesora Kazimierza Kloskowskiego. Niech mi wolno będzie zacytować obszerne fragmenty z zakończenia pierwszego tomu dzieła „Filozofia ewolucji i filozofia stwarzania”.

„Analizując przedstawione (w wyżej wspomnianym dziele) koncepcje niemal natychmiast narzuca się pytanie, czy ewolucją człowieka rządzą te same prawa co ewolucją innych gatunków? Jak sądzę, warto byłoby podjąć próbę refleksji nad tym, co wiemy na temat ewolucji człowieka w świetle praw rządzących ewolucją biologiczną w ogóle. I tutaj pojawiają się ogromne trudności, albowiem według praw rządzących ewolucją, tzn. Homo erectusHomo neandertalensisHomo habilisHomo sapiens jako gatunki powinny być izolowane rozrodczo od innych. I tak się dzieje. Nowy gatunek najpierw powstaje wskutek izolacji geograficznej. Wytwarzają się bariery reprodukcyjne i potem nawet jak mieszają się ze sobą na tym samym terenie, to mogą się krzyżować. Tymczasem omawiane koncepcje pochodzenia człowieka, prowadzą so postawienia pytania, czy jednak nie następowało krzyżowanie. Jeżeli tak, to wówczas trudno byłoby wytłumaczyć ogromną zmienność rasową człowieka. Istnieje przecież wiele ras, kiedy one zdążyły powstać? Z punktu widzenie procedury ewolucji jest to zaskakujące. Co więcej, może to prowadzić do wniosku, że te gatunki nie były prawdziwymi gatunkami, a tylko odmianami, rasami. Być może one w wyniku krzyżowania dały początek różnym rasom (nazwijmy rasogenezie). Początek powstania tych ras – w konsekwencji – był wcześniejszy, niż powstanie gatunku człowieka rozumnego jako takiego. Już bowiem geny zostały wniesione przez te inne gatunki, które w tym wypadku byłyby podgatunkami. Okazuje się więc, że powstały rasy i te rasy się jakoś zmieniały tj. krzyżowały. Z mitochondrialnych badań DNA i genu ZFY wynika jednak, że powstał gatunek i rozprzestrzenił się, zastąpił wszystkie inne. Niestety, stwierdzenie to nie jest zgodne z danymi paleontologicznymi. Gdyby człowiek wywędrował 1 mln lat temu i gdyby to był jeden wielki gatunek i ten gatunek się przystosował do różnych środowisk, to wówczas rasy mogłyby się spokojnie rozwijać (czarna, żółta, biała). A jeżeli wędrował od 200- 300 tys. lat, to wytrzebił inne gatunki czy rasy i w konsekwencji współczesne rasy miały zbyt mało czasu by się pojawić.

Zaprezentowane koncepcje wskazują na istnienie u podstaw wszystkich dzisiejszych ludzi jednego praczłowieka.

Przyjmując dane genetyczne potwierdzające to twierdzenie, nasuwa się jednak wątpliwość czy dane te są wystarczające do rozwiązania problemu antropogenezy na drodze samych mechanizmów ewolucji. Precyzyjniej, czy nastąpiło w antropogenezie wyłącznie mechaniczne przekazanie wyposażenia genetycznego od wspólnego przodka do Homo sapiens sapiens (od jednej kobiety pramatki, czy też od jednego mężczyzny praojca). Wydaje się, że rozwiązanie tej kwestii w płaszczyźnie antropologicznej może dać teistyczna interpretacja teorii ewolucji, która zakłada, że u podstaw pojawienia się każdego bytu leży Boży plan rozwoju życia „przechodzący” poprzez wszystkie etapy ewolucji. Chodzi tutaj o tzw. pośrednie działanie stwórcze Boga poprzez siły tkwiące w materii.

Człowieka nie stanowi wyłącznie jego wyposażenie genetyczne, ale także jego psychizm duchowy. „Dla filozofa przyrody Kosmos (i Biokosmos) przedstawia się jako nieustanny proces. Dlatego też w planie metafizycznym” jest uzasadnione odwoływanie się do aktu stwórczego Pierwszej Przyczyny, Absolutu, Boga Opatrzności, itd., niezbędnego do pojawienia się psychizmu jak i do naturalnej sprawczości bytów tj. praprzodków człowieka, ich wyposażenia genetycznego w procesie antropogenezy. Człowiek bowiem jawi się jako nowa jakość organiczna w stosunku do swoich przodków, a więc mówiąc ściśle filozoficznie, jako nowa ontologiczna forma istnienia, bytu, wymagająca adekwatnej przyczyny. Co więcej, powyższe wskazuje, że kto przyjmuje takie ewolucyjne pochodzenie człowieka to musi (co do ciała) przyjąć jako rodziców formę Prymatu, być może jest nią „czarna” Ewa, bądź praojciec z genem ZFY znajdującym się na homologicznym chromosomie Y.

Jak się wydaje, świadoma refleksja na temat procesu ewolucji i zjawiska starzenia, teorii ewolucji i teorii kreacji, zaprezentowana w niniejszej pracy (książka K. Kloskowskiego), ukazuje możliwości i sposoby pogodzenia ze sobą prawd o charakterze przyrodniczym i filozoficznym (teologicznym). Stąd jednak wcale nie wynika, że współczesna wizja świata przyrody, którego cząstką jest człowiek, stała się jednolitą. Okazuje się wręcz, że jest ona o wiele bardziej złożona niż przed wiekami, bo uwarunkowana coraz to nowszymi odkryciami i wynalazkami. Niemniej jednak, charakteryzuje się heurystyczną płodnością, oferując permanentnie otwartość na najrozmaitsze propozycje, nowe paradygmaty uzasadnione w przyjmowanym przez poszczególnych badaczy, modelu wyjaśnienia. Modelu, którego granicami staje się naukowa odpowiedzialność i otwartość, konsekwencja w myśleniu i działaniu, łączącym wiele płaszczyzn badawczych”.

 

 

 

Epilog

Człowiekiem jakże wspaniałym, aczkolwiek o bardzo skomplikowanej osobowości był ks. Prof. Kazimierz Kloskowski. Wiele godzin, które można by zliczyć w tygodniach, a nawet miesiącach spędziliśmy na dyskusjach. Oczywiście nie zawsze te dyskusje miały głęboki, naukowy charakter. Lubił mówić o wszystkim. Zwykle to ja słuchałem, a on pytał od czasu do czasu „co o tym sądzisz?”. Wiedziałem, że oczekiwał akceptacji. Dobrze było gdy mu się przyznawało rację. Gdy jednak opinia była nie po jego myśli, zaczynał się denerwować i wówczas wiadomo było, że na dziś koniec dyskusji. Do kwestii spornych zawsze wracał, aczkolwiek nie wprost, ale byłem zawsze pewien, że się tym zadręczał przez cały czas od naszego ostatniego spotkania. Taki on właśnie był. 

Muszę przyznać, że jego dorobek naukowy znany mi był właśnie z naszych dyskusji. Za jego życia niewiele dzieł, których był autorem, z uwagą przeczytałem. A szkoda! Z pewnością wówczas dyskusje nasze byłyby dla mnie bardziej owocne. Dopiero niedawno sięgnąłem po kilka jego książek, które stoją u mnie na półce i wtedy doznałem głębokiej refleksji. Szkoda, że nie ma cię wśród nas, Kaziu. Jak wiele ważnych i niezmiernie cennych myśli zawartych jest w jego dziełach. Przepojone są one troską o człowieka. Człowieka ze swoimi odwiecznymi pytaniami o istotę człowieczeństwa, o to skąd się wziął na Ziemi, o swoje przeznaczenie i cel życia, o swoją przyszłość, tą bliską egzystencjalną i też tą bardzo odległą, o której nikt z nas, bez głębokiej wiary nie jest w stanie coś rozsądnego powiedzieć. Stąd też właśnie jego zainteresowanie ewolucjonizmem. Jego pogłębiona wizja życia i człowieka mogła powstać dzięki wszechstronnemu wykształceniu teologicznemu oraz poszerzonym studiom przyrodniczym, szczególnie w zakresie biologii. Nie chciałbym aby postać księdza profesora  Kloskowskiego zbyt szybko znikła z życia naukowego z dwóch względów. Po pierwsze, że zmarł stanowczo za wcześnie. Miał zaledwie 46 lat, mógł przecież jeszcze wiele w nauce zrobić. Z pewnością osiągnąłby wiele, przy jego pasji i zapale do pracy naukowej. W tak krótkim czasie uzyskał przecież tytuł profesora. A druga przyczyna, zbyt cenne są jego myśli, aby o nich zapomnieć.

Przedstawiłem esej poświęcony pamięci ks. Profesora Kazimierza Kloskowskiego, w którym starałem się właśnie zasygnalizować kilka kardynalnych tez dotyczących człowieczeństwa, z którymi człowiek boryka się odkąd przemyślenia wynikające z refleksji nad samym sobą potrafił spisywać. Czy znajdziemy kiedykolwiek wyczerpujące odpowiedzi na te pytania? Dziś wydaje się, że nie; jednakże bez otwartej i nieskrępowane dyskusji możliwość przybliżenia się do tych odpowiedzi odsuwamy do bliżej nieokreślonej przyszłości. Byłoby to wspaniałe, gdyby podjęta przez mnie próba, aczkolwiek bardzo nieudolna i ogólnikowa, została pogłębiona i rozszerzona poprzez szeroką dyskusję. Zwracam się więc do wszystkich, a szczególnie do tych, którym bliska jest pamięć o ks. Profesorze, aby swoje refleksje filozoficzno-przyrodnicze skierowali do mnie, pod mój adres kontaktowy. Nawet jeśli będą to krótkie, fragmentaryczne, polemiczne wypowiedzi, oczywiście dotyczące istoty człowieka i jego człowieczeństwa. Chciałbym, aby z tych materiałów powstało dzieło, poświęcone pamięci księdza Profesora.

Liczę na szeroką współpracę – cel jest przecież bardzo ważny.   

 

Literatura uzupełniająca

Alberts B. i inni, 1999, Podstawy biologii komórki, PWN Warszawa

Creno M. A., Thomson R. L., 1998, Zakazana archeologia: ukryta historia człowieka, Wyd. Arche Wrocław

Diamond J. M., 1996, Trzeci szympans: ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem, PWN Warszawa

Ducros J., 1999, Ewolucja człowieka, Wyd. Volumen Warszawa

Kloskowski K., 1990, Zagadnienie determinizmu ewolucyjnego, Wyd. Diecezji Gdańskiej „Stella Maris”

Kloskowski K., 1999, Filozofia ewolucji i filozofia stwarzania, tom 1: Miedzy ewolucją a stwarzaniem, Wyd. Akademii Teologii Katolickiej Warszawa

Kunicki-Goldfinger W., 1976, dziedzictwo i przyszłość, PWN Warszawa

Ługowski W. 1995, Filozoficzne podstawy protobiologii, IFiS PAN Warszawa

Monod J., 1979, Konieczność i przypadek, „Głos” Warszawa

Piontek J., Marciniak A., 1998. Człowiek: pierwsze cywilizacje, Wyd. Kurpisz Poznań

Ryszkiewicz M., 1996. Przepis na człowieka. Wyd. Cis Warszawa

Shareere J., 1998, Zagadka neandertalczyka: w poszukiwaniu rodowodu współczesnego człowieka, Prószyński i S-ka Warszawa

Smith J. M., 1992, Problemy biologii, PWN Warszawa

Slith J. M., Szathmary E., 2000, Tajemnice przełomów w ewolucji, Od narodzin życia do powstania mowy ludzkiej, PWN Warszawa

Stringer Ch., McKie R., 1999, Afrykański exodus: pochodzenie człowieka współczesnego, Prószyński i S-ka Warszawa

Szarski H., 1989, Mechanizmy ewolucji, PWN Warszawa

Święty Tomasz z Akwinu, 2000, Traktat o człowieku, Summa teologii 1, 75-89, (opracowanie Stefan Swieżawski), Wyd. Antyk Kęty

Young J. Z. 1978. Zarys wiedzy o człowieku, PWN Warszawa